Pamięć nie zna granic czasu

Mija prawie dwa lata od katastrofy w kopalni Mysłowice - Wesoła. W efekcie pożaru metanu zmarło pięciu górników, a piętnastu odniosło ciężkie obrażenia. Mimo iż specjalnie powołanej komisji Wyższego Urzędu Górniczego nie udało się przeprowadzić wizji lokalnej w miejscu wypadku, litania nieprawidłowości, które wykryła jest porażająca.

22 czerwca odbyło się ósme posiedzenie, powołanej przez prezesa Wyższego Urzędu Górniczego komisji do zbadania przyczyn i okoliczności zapalenia metanu oraz wypadku zbiorowego, zaistniałych 6 października 2014 r. w rejonie ściany 560 w pokładzie 510, w Katowickim Holdingu Węglowym S.A., Kopalni Węgla Kamiennego „Mysłowice - Wesoła” Ruch „Wesoła” w Mysłowicach. W katastrofie poszkodowanych zostało łącznie 30 osób. Pięciu górników zmarło, 15 osób odniosło ciężkie obrażenia, 10 zostało lekko rannych. 

Jak informuje „Górnika” Jolanta Talarczyk – rzeczniczka WUG-u w trakcie postępowania dochodzeniowego przesłuchano 207 osób, w tym 10 z kierownictwa, 26 z dozoru wyższego i 32 ratowników. Stwierdzono szereg nieprawidłowości, które w różnym stopniu przyczyniły się do katastrofalnego zdarzenia.

Komisja wyliczyła sześć najważniejszych nieprawidłowości:

  • brak aktywnej profilaktyki pożarowej w rejonie ściany 560 w okresie od jej uruchomienia do dnia 5.10.2014 r., 
  • prowadzenie robót eksploatacyjnych w ścianie 560 w warunkach występowania pożaru endogenicznego od dnia 5.10.2014 r.,
  • nie rozpoczęcie akcji przeciwpożarowej w związku z zaistniałym w dniu 5.10.2014 r. pożarem endogenicznym w rejonie zrobów ściany 560,
  • brak bieżącej likwidacji chodnika XIa wsch. za ścianą 560 i utrzymywanie nieprzewietrzanego odcinka tego wyrobiska o długości około 9 metrów, przez co utworzono zbiornik metanu w niezlikwidowanym chodniku XIa wsch. za ścianą 560 poprzez wykonanie zawarcia przy użyciu płótna podsadzkowego i środków chemicznych na linii zawału ściany,
  • niedozwolone ingerowanie we wskazania czujników CO–metrii, co zaniżało rzeczywiste wartości tlenku węgla w punktach pomiarowych, zabudowanych na drogach odprowadzających powietrze ze ściany 560,
  • nie informowanie pracowników o wzroście zagrożenia pożarowego w rejonie ściany.

„Górnik” rozmawiał zaraz po wypadku z poszkodowanymi, przebywającymi w szpitalach. W art. „Fedrowano pełną parą” przytoczyliśmy ich słowa.

Oto tylko wycinek tamtych dramatycznych chwil

- Tlenki się ulatniały jeszcze przed piątkiem ( do wypadku doszło w poniedziałek wieczorem). Zabezpieczaliśmy teren. Próbowaliśmy doszczelniać. Obok fedrowano pełną parą. Chcieli uciec w zawał. Chcieli puścić na ten pożar. Zasypać go, dlatego jechali ścianą. Takie było polecenie góry, żeby uciekać ścianą, ile się da. Żeby zawał na to spadł - relacjonował nam wówczas dramatyczne chwile jeden z pracowników. Inny opisywał: najpierw poczułem uderzenie. W jednym momencie był podmuch i kula żaru z ognia i pyłu poszła w naszą stronę. Wyrzuciło mnie gdzieś na 5m, może dalej. Zacząłem się dusić, nie szło oddychać. Wracałem po omacku po aparat ucieczkowy. Dzięki Bogu i dzięki rozwalonej lutni wiedziałem dokąd iść. Chwyciłem się jej i jak po sznurku poszedłem do tego aparatu. Nie umiałem go otworzyć, nie wiem czy się zakleszczył pod wpływem temperatury, albo się przytopił. Zacząłem się dusić, ale nadszedł kolega i jakoś razem dotarliśmy do wody (…).

Bez wizji lokalnej

Po katastrofie w przestrzeni otamowanej ciągle jest monitorowany i analizowany skład atmosfery, z wykorzystaniem chromatografu. Od kwietnia 2016r występuje wzrost wartości wskaźników pożarowych. Aktualnie nie można określić, kiedy możliwe będzie przeprowadzenie wizji na miejscu zdarzenia. W związku z tym WUG-owska komisja postanowiła sporządzić sprawozdanie pomimo nie przeprowadzenia oględzin miejsca wypadku. Jeżeli w przyszłości będzie możliwość ich dokonania, to komisja wznowi działalność. Na podstawie analizy dotychczasowych wyników badań, eksperci uznali, że wypadek zbiorowy był spowodowany zapaleniem metanu, którego inicjałem był pożar endogeniczny. Wykluczono hipotezę o wybuchu metanu.

Sankcje nadzoru górniczego

Wobec winnych zaniedbań nadzór górnicy zastosował wiele sankcji:

  • w odniesieniu do 12 osób kierownictwa i dozoru ruchu wydano decyzje zakazujące wykonywania określonych czynności w ruchu zakładu górniczego,
  • w stosunku do 12 osób dozoru ruchu średniego i wyższego skierowano do sądu wnioski o ukaranie,
  • wobec kierownika ruchu zakładu górniczego zastosowano karę pieniężną.

Ponadto zawiadomiono prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez 7 osób kierownictwa i dozoru ruchu, których działanie przyczyniło się do sprowadzenia bezpośredniego zagrożenia na pracowników zatrudnianych w rejonie ściany 560.

Wyższe kary byłyby przestrogą

22 czerwca w czasie ósmego już posiedzenia komisji WUGu stwierdzono, że wizja po katastrofie w kopalni „Mysłowice-Wesoła” jest nadal niemożliwa, w związku z panującymi tam warunkami.
W wypadku ( który miał miejsce 6.10.2014r.) zginęło 5 osób , 25 górników odniosło obrażenia, a tak naprawdę prawdziwi winni tej katastrofy nie ponieśli konsekwencji. Bo cóż to za kary, jeśli 12 osobom dozoru wydano decyzję zakazującą wykonywanie określonych czynności na kopalni, a kierownik ruchu zakładu musi zapłacić karę pieniężną. Uważam, że osoby odpowiedzialne za tę tragedię powinny ponieść znacznie surowsze kary, gdyż stawianie wydobycia ponad ludzkie życie lub zdrowie jest niedopuszczalne.
Wyższe kary byłyby w przyszłości przestrogą dla osób, które chciałyby znowu igrać z życiem lub zdrowiem górników- uważa Sebastian Czogała – przewodniczący ZZG w Polsce KWK Mysłowice –Wesoła. Również załoga Ruchu „Wesoła” czeka na efekty prokuratorskiego śledztwa i chce wierzyć, że winni poniosą zasłużoną karę.

Tekst i foto: Jarosław Bolek

Cookies

Ten serwis używa cookies.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem