Górnicy się buntują

Związki zawodowe w Polskiej Grupie Górniczej (PGG) żądają podwyżek płac. 26 marca mają rozpocząć się negocjacje w ramach sporu zbiorowego z pracodawcą. Ale już dziś sytuacja jest wybuchowa. Górnicy są rozgoryczeni. Najbardziej młodzi pracownicy, którzy zarabiają najsłabiej. W razie fiaska rozmów zapowiadają protesty.

Już w styczniu związki zawodowe z  PGG po raz pierwszy wystąpiły do zarządu spółki o rozpoczęcie rozmów w sprawie tegorocznych podwyżek płac. Później odbyło się wstępne spotkanie z udziałem szefów resortu energii, podczas którego związkowcy usłyszeli deklarację, że w połowie lutego będą przedstawione propozycje pracodawcy dotyczące wzrostu płac, co jednak nie nastąpiło. Podobnie zresztą podczas marcowego spotkania zespołu monitorującego działanie PGG. Wobec ciągłego odsuwania w czasie rozmów nt. płac, związki zawodowe 14 marca  weszły w spór zbiorowy z zarządem spółki, kiedy ten nie spełnił wcześniejszego żądania podwyższenia wynagrodzenia pracowników o 10 procent. Już następnego dniaZakładowa  Organizacja Koordynacyjnej Związku Zawodowego Górników w Polsce Polskiej Grupy Górniczej  powołała zespół negocjacyjny na rozmowy w ramach toczącego się sporu zbiorowego. Te mają się rozpocząć dopiero 26 marca. Również apel związków do ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego wystosowany 14 marca, by spotkał się 19 marca został przez niego przełożony na 26 marca. Jak tłumaczył w piśmie do związków: sprawy są złożone i wymagają głębokich analiz (czytaj: skan pisma). Takie odwlekanie w czasie rozmów nie pomaga w rozwiązaniu problemu, a sytuacja jest bardzo trudna. Pracownicy rozgoryczeni niskimi zarobkami są zdesperowani. Jeśli górnicy nie będą lepiej zarabiać wkrótce może zabraknąć rąk do pracy na kopalniach.

- W PGG nawarstwiły się problemy płacowe, które ciągną się od lat i nie zostały jeszcze rozwiązane. Obecnie panuje totalny chaos w kwestii wynagrodzeń. Niby jedna spółka, kilka kopalń zespolonych, a regulaminów  wynagradzania jeszcze więcej – opisuje nam sytuację płacową w PGG – Janusz Nosal – negocjator ze strony ZZG w Polsce, przewodniczący związku w KWK Piast- Ziemowit Ruch Piast. Różnice w zarobkach na poszczególnych kopalniach sięgają jeszcze do czasów Kompanii Węglowej. Istnieją ogromne różnice między poszczególnymi grupami  zawodowymi w jednej kopalni sięgające nawet kilkaset złotych. - Mimo połączenia kopalni Piast i Ziemowit różnic nie zlikwidowano. Np. wśród pracowników administracji obu ruchów różnica wynosi aż 600zł na tym samym stanowisku pracy. Jak pracownik ma zrozumieć takie dyskryminowanie? Przecież pracuje w jednym zakładzie. Podobnie jest na innych stanowiskach. Jak ma się do tego brak realizacji przez zarząd zaleceń Państwowej Inspekcji Pracy odnośnie jednego regulaminu w jednym zakładzie pracy? Udało się jedynie ujednolicić „socjalne” – dodaje przewodniczący Nosal.  Jeżeli na dwóch kopalniach nie można się dogadać, to co dopiero w całej spółce. Rozmowy płacowe nie będą zatem łatwe. Tym bardziej, że rozgoryczenie ludzi jest duże i zaszłości w kwestii płac olbrzymie. - Do tego dochodzi zróżnicowanie w realizacji planów wydobycia. Jedne kopalnie ciągną drugie, ale po to właśnie powołano do życia takiego molocha. A jak pokazało doświadczenie raz jedne kopalnie mają lepsze lata, raz te wydawałoby się skazane na straty.     

- Dziwi mnie brak decyzyjności zarządu, który musi wędrować między Warszawą a Katowicami. Może lepiej ministra lub wiceministra zrobić prezesem i będzie po kłopocie. Zastawianie się inwestorami również na nic się nie zda. Wyniki są lepsze i wiadomo było,  że się upomnimy o lepsze płace. Tym bardziej, że młodzi pracownicy, których jest coraz więcej, widzą ile zarabiają pracownicy w innych, mniej niebezpiecznych branżach. Pogłębia się dziura pokoleniowa, brakuje ludzi niemal na każdym szczeblu:  na dole, na przeróbce. Najbardziej dotyka restrukturyzacja górnictwa ludzi młodych, którzy przy obecnych zarobkach nie mają żadnych perspektyw  – tłumaczy Nosal z kopalni Piast-Ziemowit.

Rozmowy o podwyżkach to pierwszy krok ku unormowaniu sytuacji płacowej w PGG. Trzeba go jednak zrobić szybko. Trzeba potem uprościć system płac, wycenić pracę górnika i dodatkowo dopiero dać dodatek motywacyjny zależny od wydobycia , itd. Od wielu lat nie mieliśmy poważnych podwyżek. To jedno z rozwiązań. Ale jak na razie nie mamy żadnych konkretów. Trzeba wreszcie siąść do stołu. Oddolny protest to bowiem objaw potężnej frustracji ludzi.  Inaczej czeka nas ulica. Na szczęście spółka chce rozmawiać.

Najostrzej górniczą frustrację widać na kopalni Marcel, której dobre wyniki nie przekładają się jednak na lepsze zarobki. Szczególnie młodzi ludzie są rozgoryczeni i wzburzeni. Nie dość, że harują jak wół, to zarabiają niewielkie pieniądze. Dodatkowo koledzy, znajomi z kopalń pobliskiej JSW zarabiają na podobnych stanowiskach o 2 tys. zł więcej. To wzmacnia nastroje protestu. – Od ponad 10 lat mamy wyniki, ale  zamiast pieniędzy dla górnika ciągle słyszymy  tłumaczenia, że  trzeba było zrobić upadową, potem że trzeba  inwestować w zakład  przeróbczy i tak kolejne wymówki zarządu się mnożyły, a o zarobkach pracowników zapomnieli -  mówi „Górnikowi” Krzysztof Wojciechowski – negocjator, przewodniczący ZZG w Polsce z kopalni Marcel (ROW). - Rozgoryczenie ludzi jest tak duże, że zorganizowaliśmy 15 marca masówki, na których menedżerowie z kopalni tłumaczyli się załodze. Ludzie zarzucają zarządowi opieszałość , mizerne zarobki i przeciąganie terminów rozmów płacowych. Atmosfera jest na tyle zaogniona, że zarząd PGG spotkał w Jankowicach się ze wszystkimi związkami zawodowymi kopalń ROW. Mam nadzieję, że będzie odpowiedź na nasze bolączki i pytania w postaci zmian wynagrodzenia. Sam pytałem i postawiłem wiele zastrzeżeń, które przekazała mi załoga do układu zbiorowego pacy czy sytemu motywacyjnego. Pracownicy Marcela chcieliby, w dobrym tego słowa znaczeniu,  odczuć wreszcie  na plus to magiczne słowo motywacja, którym żonglują prezesi.  Złożyliśmy również propozycje do zarządu, żeby kwotowo podnieść kwoty dodatku gwarantowanego – tłumaczy „Górnikowi” przewodniczący Wojciechowski. Załoga na Marcelu jest jedną z najmłodszych. Niestety już na samym początku swojej kariery zawodowej ma utrudniony start. Trudno jej się ustabilizować, bo  nie dość, że marnie zarabia, to jeszcze nowi pracownicy  przyjmowani są na czas określony. Najpierw na pół roku, potem na kolejny rok.  I tym sposobem  przez półtora roku taki pracownik nie może skorzystać z kasy zapomogowo – pożyczkowej, ani wziąć kredytu. - Jak w takiej sytuacji ma budować swoją przyszłość w oparciu o pracę w kopalni? – pyta przewodniczący ZZG w Polsce w kopalni Marcel.

Na wszystkich kopalniach PGG determinacja pracowników jest ogromna.  Z niecierpliwością czekają  na związkowe negocjacje z zarządem. Tymczasem spółka tłumacząc się, że nie zrealizowała 10 procentowych żądań strony społecznej, przypomina, że już wydała w 2017r  dodatkowo na wynagrodzenia kwotę 174 mln zł i wylicza, że obecny postulat kosztowałby ją 350 mln zł.

- Wzrost płac w PGG jest pozadyskusyjny – powiedział dziennikarzom wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski  podczas ostatniego spotkania Zespołu Trójstronnego ds. Bezpieczeństwa Socjalnego Górników w Katowicach. Jest tylko kwestia, jak sprawić, żeby one wzrosły  i nie spowodować załamania planu inwestycyjnego.

Pracownicy mają dość zaciskania pasa, szczególnie, kiedy firma osiąga dobre wyniki i oczekują poprawy płac.

 Jarosław Bolek

Cookies

Ten serwis używa cookies.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem